Aktualności
Temat podrobionych dysków z Chin o zakłamanych parametrach jest niemal tak stary jak import elektroniki z Chin w ogóle. O zgrozo takie produkty nadal są dostępne w sprzedaży i to nawet nie na słynącym z niskiej jakości towarów Temu, a na znacznie dojrzalszej platformie jaką jest Aliexpress. Dziś biorę na warsztat przenośny dysk SSD o pojemności 1 TB za nieco ponad 37 zł.
W ramach serii „Ścierw na warsztacie” będę analizował budowę i niedoróbki różnych urządzeń elektronicznych z popularnych sklepów internetowych. Celem tej serii jest nie tylko wyśmianie niskiej jakości produktów, ale także analiza problemu i próba tzw. „poprawienia fabryki”.
W ramach serii „Ścierw na warsztacie” będę analizował budowę i niedoróbki różnych urządzeń elektronicznych z popularnych sklepów internetowych. Celem tej serii jest nie tylko wyśmianie niskiej jakości produktów, ale także analiza problemu i próba tzw. „poprawienia fabryki”.
Co my tu mamy?

Zacznijmy od omówienia specyfikacji. Według opisu sprzedawcy dysk wykonany jest z tworzywa sztucznego i aluminium, choć tego drugiego powiedzmy że nie zauważyłem. Dysk ma być kompatybilny z interfejsem USB 3.1 i faktycznie do zestawu dołączono kabel USB-A 3.0 na USB-C. To by było na tyle z ważnych punktów specyfikacji. W ręku dysk jest lekki jak atrapa, a niestarannie nadrukowany napis „HardDisk” przypomina, że mamy tu do czynienia z niezwykle podłą podróbą SanDiska. Dysk waży 24,5 grama (!) a jego wymiary to 101x51x9,5 mm. Nośnik dostępny jest w pojemnościach od 1 TB do absurdalnych 256 TB. Najbogatsza wersja kosztuje raptem 188 zł.
Jak się nazywasz?
Analizę rozpocząłem od linuksowej komendy lsusb, tak przedstawił się podłączony dysk:Bus 001 Device 003: ID 048d:1234 Integrated Technology Express, Inc. Chipsbank CBM2199 Flash Drive

Diabeł tkwi w szczegółach

...ale rozmiar zapisanych danych wyniósł 62,2 GB!
Szybka weryfikacja potwierdziła, że w skopiowanych danych brakuje plików. Tym samym można ostatecznie potwierdzić, że dysk 1 TB ma w środku pamięć o pojemności 64 GB.
Rozbieraj się, robimy sekcję
Na tym etapie spodziewałem się, że wewnątrz dysku znajdę zwykły, tandetny i przestarzały pendrive ze zmodyfikowanym oprogramowaniem kontrolera. 7 lat serwisuję tandetną chińską elektronikę i ciężko mnie zaskoczyć. A jednak...
Zamiast pendrive znalazłem kartę pamięci i adapter na USB. Pierwotnie miałem tu opisać jak przeprogramować kontroler aby zgłaszał realną pojemność, jednak tym razem nie podejmę się tego. Widoczny na zdjęciu kontroler znajdujący się pomiędzy gniazdem karty a rzędem elementów SMD to raczej nie jest CBM2199. W zasadzie nie mam pojęcia co to jest, ponieważ producent zatarł laserowo oznaczenia. Nigdzie też nie znalazłem informacji, aby układ CBM2199 pozwalał na wykorzystanie karty pamięci w roli układu flash. Wszystko wskazuje na to, że nawet nazwa urządzenia widoczna w programie lsusb została sfabrykowana przez producenta, w przypadku chińskich producentów nie jest to wcale nie realne.
Problem jest poważniejszy niż się wydaje
Czego spodziewałem się zamawiając ten dysk? Mniej więcej tego co zobaczyłem. Wielu zapewne stwierdzi, że tylko idiota dałby się na coś takiego nabrać, ale to tak nie działa. Nie każdy zna się na technologiach i informatyce, są ludzie dla których te jednostki to niezrozumiały bełkot. Nie ma w tym nic złego, nikt w końcu nie jest ekspertem od wszystkiego. Myślę, że tacy właśnie ludzie są głównym targetem producentów takich chłamów. Co można z tym zrobić? Na pewno ostrzegać, a jeśli produkt został już kupiony to namawiać do zwrotu, jest to możliwe zarówno na Temu i Aliexpress.Krótki przegląd sklepów internetowych dał mi do zrozumienia, że problem jest poważny. Identyczny dysk można kupić również na Allegro (150 zł) i Amazonie. Omijanie chińskich sklepów wcale nie chroni przed zakupem takiego scamu. Ba, nawet opinie o produkcie często wprowadzają w błąd i wbrew pozorom nie zawsze można im ufać.

Żadne komentarze nie zostały dodane.