O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.

Aktualności

Witaj

Szukamy redaktorów, więcej informacji tutaj

Planowane postarzanie, czyli dlaczego współczesna elektronika tak szybko ląduje w koszu? – część 2

Poprzedni artykuł na temat planowanego postarzania okazała się tak dużym sukcesem, że do tematu musiałem wrócić. Nie jest to problem, ponieważ przykładów jest wiele. Tym jednak razem postanowiłem zacząć od czegoś, co jest wręcz synonimem planowanego postarzania.

Spisek żarówkowy

pierwsze zarowki.png (20 K<img class='smiley' style='width:20px;height:20px;' src='../../images/smiley/cool.svg' alt='fajne'>

Zacznijmy od historii. Pierwszy żarówka rozbłysła w 1838 i wcale nie stworzył jej Thomas Edison jak to mówią w szkołach (jeszcze nie było go na świecie), a francuz Marcellin Jobard. Człowiek ten zarejestrował 70 patentów między innymi z oświetlenia, ogrzewania itp, jednak jego prototyp żarówki był bardzo nietrwały, żarnik z włókna węglowego przepalał się chwilę po rozbłyśnięciu. W 1940 roku brytyjski chemik Robert Grove podjął się próby zastąpienia węglowego żarnika platynowym, ale to też nie przyniosło oczekiwanego efektu. Przełom nastał dopiero w 1878 roku, kiedy to Joseph Wilson Swan opatentował żarówkę pozbawioną powietrza, dzięki czemu włókno węglowe nie mogło się szybko przepalić. Krótko po tym wydarzeniu Hiram Stevens Maxim otworzył w USA firmę United States Electric Lighting Company, która masowo produkowała żarówki w oparciu o patent Swana. Dopiero w 1879 roku swoją żarówkę opatentował Thomas Edison. Pewna część jego wkładu przetrwała do dziś w postaci gwintu E27, który oznaczał po prostu Edison-27 mm.

Tyle pracy na marne...

Oczywiście wynalezienie i opatentowanie żarówki nie zakończyło prac nad nią. Produkowane w 1881 roku żarówki Edisona miały trwałość na poziomie około 1500 godzin, czyli większym niż obecnie. Kilka lat później czas ten udało się wydłużyć do 2000 godzin. W 1925 roku w Genewie powstała firma Phoebus S.A. Compagnie Industrielle pour le Développement de l’Éclairage. Stworzyli ją najwięksi producenci żarówek w postaci firm Philips, Osram, Tungsram, Associated Electrical Industries, Campagnie des Lampes i General Electric, jej zadaniem było ograniczenie żywotności żarówek w celu zwiększenia ich sprzedaży. Ówczesne żarówki wytrzymywały aż 2500 godzin, a Phoebus ograniczył ten czas najpierw do 1500 godzin, potem do zaledwie 1000. Produkowane żarówki były kontrolowane, za zbyt długi czas pracy nakładano na producentów ogromne kary.
Temat jest kontrowersyjny, ponieważ pod pewnymi względami było to nawet dobre rozwiązanie. Ograniczenie żywotności wiązało się ze zwiększeniem efektywności, a więc ilości światła produkowanej z wata mocy. Udało się także ograniczyć koszty, ponieważ zakończono dalsze prace badawcze. Niestety, ceny nie spadły, a nawet trochę wzrosły, ponieważ producenci nie musieli obawiać się konkurencji. Firma Phoebus została zlikwidowana w 1939 roku z powodu wybuchu wojny.

Nieszczęsne pralki

washing-machine-pralka.jpg (393 K<img class='smiley' style='width:20px;height:20px;' src='../../images/smiley/cool.svg' alt='fajne'>
Zmieńmy temat. Duże skrócenie czasu eksploatacji jest powszechnie zauważane w przypadku pralek. Najczęstszą usterką, która oznacza potrzebę zakupu nowej jest zużyte łożysko bębna. Sprawa jest prosta - dostające się do środka niewielkie ilości wody z proszkiem do prania wypłukują smar, co na dłuższą metę prowadzi do zatarcia łożyska i uszkodzenia innych elementów odpowiedzialnych za napęd bębna. Niestety, w wielu pralkach łożysko jest zabudowane w zgrzewanym zbiorniku bębna i nie da się go wymienić bez zniszczenia wspomnianego zbiornika. Problem jest tak znany, że niektórzy producenci (np. Amica) w specyfikacji pralki podają informację o możliwości wymiany łożyska. Innym tematem jest sterownik, zwany dawniej programatorem. Kiedyś były montowane na samej górze, w szczelnym pojemniku. Dziś sterownik częściej można znaleźć gdzieś na dole, w rogu pralki. Sama obudowa ma wiele otworów, przez które elektronika cały czas narażona jest na wilgoć i zabrudzenia. Wspomniane otwory nie są jednak wymagane np. przez wentylację, nie mają żadnej szczególnej funkcji. Warto tu zaznaczyć, że producenci za nowy programator żądają zazwyczaj horrendalnych kwot, w związku z czym taka pralka zazwyczaj trafia do utylizacji.
W swoim czasie słyszałem także o pralkach, w których po określonym czasie od pierwszego uruchomienia kasowana była zawartość pamięci co oznaczało awarię, jednak nie znalazłem żadnego potwierdzenia w sieci. Będę wdzięczny za wypowiedzenie się kogoś, kto wie na ten temat nieco więcej.

Szatkownica do warzyw na 4 minuty

Szatkownica do warzyw.jpg (534 K<img class='smiley' style='width:20px;height:20px;' src='../../images/smiley/cool.svg' alt='fajne'>
Błędem byłoby nie wskazanie współczesnego produktu pochodzącego z Chin. Na powyższym zdjęciu widzicie szatkownicę do warzyw, w swoim czasie podobne produkty były oferowane przez wielu importerów, można było znaleźć je również w popularnych marketach. Omawiane szatkownice łączyło pewne niedopatrzenie ze strony producentów. Wewnątrz znajdowała się plastikowa przekładnia, co może jeszcze nie jest problemu dla urządzenia, które pracuje z miękkimi materiałami nie wymagającymi dużej mocy. Problem w tym, że wspomniana przekładnia nie była nasmarowana, przez co po kilku minutach ciągłej pracy dochodziło do jej stopienia. Niektórzy importerzy uznawali reklamacje i chwała im za to. Niestety, wielu uznawało to za uszkodzenie z winy użytkownika, w instrukcji obsługi szatkownicy z marketu znalazłem kiedyś adnotację, że urządzenia można korzystać bez przerwy przez maksymalnie 4 minuty. Fakt, taki punkt w instrukcji faktycznie uniewinnia gwaranta, jednak jest to zachowanie co najmniej podłe. Jednak wina przede wszystkim leżała u chińskich producentów. Miałem okazję obserwować pracę takiej szatkownicy po nasmarowaniu i działała bez zarzutów przez kilka godzin. Tego zachowania nie można tłumaczyć oszczędnością, gdyż koszt smaru byłby znikomy przy pozostałych kosztach urządzenia.

Kropla w morzu

Powyżej wymieniłem jedną powszechnie znaną historię oraz dwa przypadki, które sam zaobserwowałem. Tego typu sytuacji jest jednak mnóstwo i dotyczą wszystkich branż. Pewien mechanik opowiadał mi kiedyś o sterowniku silnika w pewnym Oplu, który został przykręcony do bloku tego silnika, co naraziło go na pracę w skrajnych temperaturach i przy dużych wstrząsach. Nie opisałem go jednak wyżej, ponieważ słabo pamiętam szczegóły, a nie znalazłem szybkiego potwierdzenia w sieci. Chciałbym jednak, aby ewentualna trzecia część tego artykułu została stworzona na podstawie zgłoszeń czytelników. Będę wdzięczny za wasze spostrzeżenia odnośnie planowanego postarzania produktów, możecie je wysłać za pomocą formularza kontaktowego w zakładce kontakt, zgodnie z prawem prasowym jesteśmy gotowi zapewnić anonimowość. Co prawda nie zmienimy świata, ale możemy nagłośnić nieuczciwe zagrania producentów.
Adrian Celej 08/01/2023 19:36:18 5,886 2 komentarzy